
Jeśli zarządzasz logistyką w branży spożywczej, doskonale znasz ten scenariusz: coraz krótsze lead time’y, presja na utrzymanie temperatury, rosnące wymagania sanitarne i właściwie zero miejsca na błędy. W tym artykule pokazujemy, co naprawdę zmienia rynek spożywczy, jak wpływa to na logistykę i dlaczego operatorzy transportu żywności stoją dziś przed zupełnie nowym zestawem wyzwań.
Handel produktami spożywczymi w Europie to dziś jeden z najbardziej dynamicznych segmentów rynku. Tylko w 2024 r. eksport rolno-spożywczy UE przekroczył 234 mld euro, a import zbliżył się do 195 mld [1]. Do tego dochodzą miliony ton kawy, kakao, owoców i orzechów, które każdego roku trafiają do europejskich magazynów i sklepów [2]. W praktyce oznacza to jedno: co szósta operacja transportowa w UE dotyczy żywności [2]. Każdy błąd w temperaturze, dokumentacji czy terminowości potrafi kosztować więcej niż wartość całego ładunku. Krótki termin przydatności, wymogi temperaturowe oraz rygorystyczne standardy sanitarne i dokumentacyjne sprawiają, że transport żywności należy do najbardziej wymagających operacyjnie obszarów rynku TSL. Wymaga on wysokiej precyzji oraz pełnej transparentności procesów.

Rynek rośnie, ale to, co naprawdę zmienia logistykę, dzieje się na poziomie zachowań konsumentów. W ostatnich latach ich preferencje zaczęły przesuwać się w kierunkach, które bezpośrednio wpływają na łańcuchy dostaw.
Zdrowie stało się dziś głównym filtrem, przez który konsumenci patrzą na cały koszyk zakupowy. Coraz większa grupa klientów świadomie wybiera produkty pełnowartościowe i bogate w błonnik (takie jak awokado, tłuste ryby, owoce czy orzechy)[3] zamiast skupiać się wyłącznie na restrykcyjnych dietach. Widać wyraźne przejście od „zakazów” do budowania prostych, możliwych do utrzymania nawyków: ograniczania cukru, eliminacji olejów rafinowanych czy sięgania po żywność naturalnie bogatą odżywczo. Ten zwrot w kierunku balansu jest szczególnie widoczny wśród Gen Z [4]. To właśnie ta grupa najszerzej stosuje zasadę 80/20: 80% jedzenia odżywczo, 20% „dla przyjemności” i coraz częściej rezygnuje z alkoholu. Aż 30% młodych dorosłych deklaruje, że pije mniej niż rok temu, a 13% całkowicie odstawiło alkohol [5].
Równolegle rośnie zainteresowanie dietą wspierającą mikrobiom [6]. Popularność zyskują probiotyki, żywność fermentowana i produkty „przyjazne jelitom”, które postrzegane są jako element dbania o zdrowie na co dzień. To z kolei naturalnie łączy się z trendem mindful eating [7], czyli powolnego, uważnego jedzenia, które kładzie nacisk na smak, strukturę i sygnały płynące z organizmu. Badania pokazują, że taka praktyka może poprawiać samopoczucie, zwiększać satysfakcję z posiłków i ograniczać jedzenie emocjonalne. Rosnąca świadomość zdrowotna to tylko jedna strona medalu. Równolegle zmienia się podejście do produktów roślinnych. Trend, który przez lata napędzał półki sklepowe, zaczyna hamować… choć nie całkowicie.
Na rynkach anglosaskich widać dziś wyraźne oznaki wyhamowania mody na produkty w 100% plant-based [8]. W 2024 roku aż 19% młodych dorosłych w Wielkiej Brytanii ponownie zwiększyło spożycie mięsa [9], a w USA odsetek osób unikających mięsa spadł z 37% do 22%. Zmiana ta przełożyła się również na rynek gastronomiczny – część znanych restauracji wegańskich zakończyła działalność, a dynamika sprzedaży roślinnych zamienników mięsa znacząco osłabła. Warto jednak podkreślić, że ten trend nie przenosi się wprost na Europę kontynentalną [10]. Tutaj segment plant-based zamiast gwałtownego załamania, ustabilizował się [11], co sugeruje dojrzewanie rynku, a nie jego regres. Ale to wcale nie oznacza, że konsumenci rzucają się na tradycyjne produkty. Wręcz przeciwnie, ich wybory stają się bardziej „porcjowane”. Stąd bierze się boom na snacking, który całkowicie przebudowuje sposób produkcji i dystrybucji żywności.

Trend snackingu wyraźnie zmienia dzisiejszy koszyk zakupowy. Półki coraz częściej wypełniają się „mini wersjami” znanych produktów, a rotacja w tej kategorii rośnie z miesiąca na miesiąc. Nic dziwnego – 91% konsumentów deklaruje, że jada co najmniej jedną przekąskę dziennie, a ponad 60% sięga po nie dwa razy lub więcej [12]. Mniejsze, regularne porcje stają się dla wielu osób prostym sposobem na utrzymanie „zdrowego balansu” bez rezygnacji ze smaku.
W efekcie dynamicznie rośnie popyt na przekąski porcjowane, wysokiej jakości i o składach wpisujących się w trend „better-for-you”. Rynek reaguje na to błyskawicznie. Marki rozwijają linie produktów w mniejszych, łatwiejszych do kontrolowania formatach: przykładowo Magnum wprowadziło Magnum Bites, czyli mini-lody w pojedynczych kawałkach [13], a Milka rozszerza ofertę o przekąski „na raz”, takie jak Mini Cookies czy Choco Minis, zaprojektowane z myślą o szybkim, wygodnym podjadaniu. Tego typu produkty idealnie trafiają w potrzeby konsumentów, którzy chcą łączyć satysfakcję z jedzenia z bardziej świadomym podejściem do diety. Segment „mini” należy dziś do najszybciej rosnących i staje się jednym z kluczowych kierunków rozwoju, w który producenci kierują coraz większe nakłady inwestycyjne.


W logistyce oznacza to większą liczbę SKU, szybszą rotację towarów i częstsze dostawy w małych partiach. Operatorzy muszą przygotować systemy pod obsługę produktów o krótkim cyklu życia i wysokiej zmienności wolumenu.
Kiedy przekąski stają się codziennością, rośnie także otwartość na smaki spoza Europy. To prowadzi nas do kolejnego trendu, który ma ogromny wpływ na import i łańcuchy dostaw.
Kuchnie świata stają się jednym z najszybciej rosnących segmentów rynku spożywczego [4]. Konsumenci coraz chętniej sięgają po wyraziste, autentyczne smaki. Rośnie popularność kuchni koreańskiej, malezyjskiej czy peruwiańskiej, a globalne inspiracje coraz śmielej wchodzą zarówno na sklepowe półki, jak i do gastronomii.
Co ciekawe, ten zwrot ku egzotyce rozwija się równolegle z drugim, pozornie przeciwnym trendem: rosnącą tęsknotą za prostotą i „smakami dzieciństwa” [12]. W wielu krajach europejskich wyraźnie widać powrót do lokalnych, tradycyjnych potraw.
Choć popularność kuchni świata i powrót do tradycyjnych potraw mogą wydawać się trendami sprzecznymi, oba opierają się na wspólnym filarze: „comfort food”. To jedzenie tworzone dla smaku i przyjemności, a nie pod makroskładniki czy pod wartość odżywczą. Dania tego typu stymulują wydzielanie dopaminy i serotoniny, przez co odpowiadają na emocjonalne potrzeby konsumentów. Comfort food jest silnie zakorzenione w kulinarnych tradycjach różnych kultur.
Potrzebę jedzenia dla komfortu uzupełnia jeszcze jedno zjawisko: coraz większa popularność dzielenia się jedzeniem [4]. Zamawianie kilku dań „na środek”, możliwość spróbowania różnych smaków i wspólne doświadczenia kulinarne stają się ważnym elementem współczesnej kultury jedzenia. W praktyce oznacza to, że rynek rośnie jednocześnie w dwóch różnych, ale równie silnych kierunkach: egzotyka i nostalgia funkcjonują obok siebie, a konsumenci płynnie przechodzą między jednym a drugim w zależności od sytuacji, nastroju i okazji.


Rosnąca różnorodność produktowa przekłada się na złożone wymagania logistyczne: różne strefy temperatur, wymogi sanitarne oraz konieczność częstszych, precyzyjnych dostaw do sieci handlowych, które rozszerzają ofertę o produkty świeże i egzotyczne.
Zmiany w smaku i stylu jedzenia tworzą przestrzeń do rewolucji po stronie producentów. Produkty na półkach wyglądają dziś zupełnie inaczej niż pięć lat temu. Najwyraźniej widać to w rosnącej sile marek własnych, dynamicznym rozwoju kategorii food-to-go oraz szybkim podnoszeniu jakości w segmencie mrożonek. Właśnie tu zaczyna się transformacja marek oraz całych kategorii produktowych.
Udział marek własnych w rynku spożywczym rośnie z roku na rok. Według prognoz do 2030 r. może sięgnąć 40-42% [14]. Szczególnie dynamicznie rozwija się segment premium private label, który dla sieci handlowych stał się strategicznym narzędziem budowania marży i lojalności klientów. Jest on oferowany jako pełnoprawna alternatywa dla produktów wiodących marek.
To właśnie tutaj widać największą zmianę: produkty premium private label oferują wyższą jakość, dopracowane receptury i atrakcyjny design opakowań, a jednocześnie pozostają tańsze od marek producenckich. W efekcie konsumenci coraz częściej uznają je za najbardziej korzystny stosunek jakości do ceny, czego przykładem są linie takie jak Carrefour Selection oraz ich odpowiedniki w innych europejskich sieciach.

Wyższe wymagania jakościowe
Krótsze okna dostaw
Większą presję na niezawodność i powtarzalność
W tym samym czasie food-to-go wyraźnie zyskuje na znaczeniu, stając się odpowiedzią na nowe tempo życia i potrzebę maksymalnej wygody.
Food-to-go stało się dziś jednym z najbardziej dynamicznych obszarów rynku spożywczego [15], przede wszystkim dzięki zmianom stylu życia: pracy hybrydowej, większej mobilności i oczekiwaniu, że posiłek będzie można zjeść wygodnie i bez straty czasu. Małe, poręczne porcje pozwalają jeść „w biegu”, ale nadal dobrze i świadomie.
W Wielkiej Brytanii symbolem tego trendu są meal-deale – zestawy lunchowe dostępne m.in. w Sainsbury’s, Tesco, Boots czy M&S. W stałej, atrakcyjnej cenie konsument wybiera danie główne (kanapka, wrap, sałatka, sushi box), napój (od wody i soków po kombuchę czy napoje energetyczne) oraz przekąskę (chipsy, baton, owoc, jogurt proteinowy). Złożenie zestawu zajmuje kilkanaście sekund, a efekt to „sensowny obiad” za ułamek kosztu jedzenia na mieście. W Polsce podobną funkcję zaczynają pełnić gotowe zestawy lunchowe w Żabce czy porcjowane dania w Lidlu, choć na rynku brytyjskim przybrały one skalę, która uczyniła je integralnym elementem stylu życia. Uzupełnieniem tego stylu jedzenia są produkty funkcjonalne [16], które wielu konsumentów wykorzystuje jako sposób na „zrównoważenie” szybkiego posiłku. Jeśli lunch jest mniej odżywczy, mają możliwość dołożenia do zestawu napoju wysokobiałkowego, batona z adaptogenami albo kombuchy.


Z logistycznego punktu widzenia kategoria food-to-go generuje konieczność obsługi częstszych i mniejszych dostaw oraz szybszej kompletacji produktów o krótkiej trwałości. Wymaga to dużej elastyczności operacyjnej oraz ścisłej kontroli jakości.
Coraz wyraźniej widać również zacieranie granic między sprzedażą detaliczną a gastronomią, szczególnie w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie w supermarketach pojawiają się ramen bary czy stoiska z sushi. Model „sklep + gastro” staje się naturalnym uzupełnieniem oferty food-to-go i odpowiada na oczekiwanie, że dobre jedzenie ma być tak samo dostępne jak podstawowe zakupy [17].
Zmiana rytmu dnia i preferencji żywieniowych przekształca także wybory dokonywane w domach. Obok food-to-go coraz większą uwagę przyciągają produkty, które pozwalają przygotować pełnowartościowy posiłek szybko, smacznie i wygodnie. Tu zaczyna się kolejny rozdział zmian na rynku spożywczym: mrożonki, które jeszcze kilka lat temu kojarzyły się z „opcją awaryjną”, dziś przechodzą jedną z największych transformacji w historii kategorii.
Producenci coraz mocniej inwestują w jakość mrożonych posiłków, efekt widać na półkach. W ofercie pojawia się coraz więcej dań typu heat & eat, które można przygotować w kilka minut, ale smakują zdecydowanie lepiej niż ich odpowiedniki sprzed kilku lat. Składy są prostsze, receptury bardziej dopracowane, a kategoria mrożonek przestaje kojarzyć się z rozwiązaniem „na wszelki wypadek”.
Ta zmiana prowadzi do zjawiska określanego mianem „Freezer Fine Dining”. W praktyce oznacza to, że mrożone dania zaczynają dorównywać restauracyjnym pod względem smaku i doświadczenia kulinarnego [16]. W zamrażarkach obok klasycznych pierogów czy warzyw pojawiają się dziś ravioli z truflami, pizze inspirowane włoskimi trattoriami, desery premium typu cannelloni, tartaletki czy dania meksykańskie. Podążanie za trendem widać wyraźnie w ofertach sieci takich jak Marks & Spencer („Gastropub”) czy we francuskim Picard (warto zwrócić uwagę choćby na mrożony Beef Bourguignon i Tarte Au Citron z M&S).



Jednak nawet najlepszy produkt nie trafi do sklepu, jeśli nie przetrwa turbulencji rynkowych. A tych w żywności w ostatnich latach nie brakuje: od cen kakao, przez Arabikę, po zawirowania geopolityczne.
Rynek kakao to jeden z najbardziej jaskrawych przykładów aktualnej niestabilności. W 2024 roku ceny wzrosły o ponad 250% za sprawą słabych zbiorów w Afryce Zachodniej, chorób drzew oraz rosnącego nielegalnego handlu. W efekcie producenci czekolady podnosili ceny swoich wyrobów, co przełożyło się na cały globalny rynek. Mimo że notowania kakao zaczynają się uspokajać, zapasy wciąż są o 25% niższe niż rok wcześniej, dlatego priorytetem branży stało się ich odbudowanie [18]. Podobny scenariusz dotknął kawę. W 2024 r. Arabika podrożała o ok. 29%, osiągając najwyższe poziomy od lat. Jednocześnie produkcja w Brazylii i Wietnamie spadła o ok. 12% z powodu ekstremalnych warunków pogodowych. Do tego doszły wyższe koszty transportu i przetwórstwa, co utrudniło importerom stabilne planowanie zakupów.

Wahania cen widoczne są również w innych segmentach. Ceny cytrusów w UE potrafią rosnąć sezonowo nawet o 20%, głównie za sprawą przymrozków na południu Europy i rosnących kosztów energii. Niestabilność dotyczy także rynku olejów roślinnych, gdzie zmienność na poziomie 15–25% wynika zarówno z sytuacji geopolitycznej wokół Morza Czarnego, jak i ograniczeń eksportowych.
Tak duża niepewność cenowa przekłada się na rosnące koszty produkcji, większe ryzyko operacyjne i trudniejsze planowanie dostaw. Dla konsumentów oznacza to natomiast większą zmienność cen na półkach i zwrot w stronę kategorii, które dają większe poczucie stabilności kosztowej, jak marki własne, produkty mrożone czy większe, ekonomiczne formaty.

Na trasie Chiny–Europa utrzymują się cła antydumpingowe oraz różnego rodzaju ograniczenia eksportowe, które podbijają ceny opakowań. Równolegle narastają opóźnienia w łańcuchu dostaw wynikające z niestabilnej sytuacji na szlakach morskich. Zakłócenia na Morzu Czerwonym i w rejonie Kanału Sueskiego zwiększają koszty transportu żywności i potrafią wydłużyć czas tranzytu nawet o kilka tygodni. Dla segmentów operujących na produktach o krótkiej trwałości jest to szczególnie dotkliwe: każdy dodatkowy dzień w drodze oznacza realne ryzyko strat.

Do tego dochodzą wewnętrzne regulacje UE, takie jak Zielony Ład, Fit for 55 czy nowe wymogi dotyczące transparentności łańcuchów dostaw (CSRD, CSDDD). Z jednej strony podnoszą one koszty produkcji i dystrybucji, z drugiej wymuszają dokładniejsze raportowanie.
W praktyce firmy spożywcze muszą lepiej przewidywać ryzyko w imporcie produktów spożywczych, mieć przygotowane alternatywne trasy i dostawców, szybciej reagować na zmiany i korzystać z systemów, które dają pełną widoczność operacji i statusu ładunku na każdym etapie transportu.
Słabe euro w stosunku do dolara (dziś na jednym z najniższych poziomów od lat) oznacza wyższe koszty zakupu surowców rozliczanych w USD, takich jak kawa czy kakao. Przy takiej relacji walutowej nawet niewielkie wahania kursu szybko przekładają się na ceny detaliczne, szczególnie w branżach o niskiej marży. W efekcie firmy spożywcze, dystrybutorzy i sieci handlowe funkcjonują w środowisku większej presji kosztowej. Rosną wydatki na surowce, energię, transport i realizację wymogów regulacyjnych, a planowanie cen staje się znacznie trudniejsze niż jeszcze kilka lat temu. Dodatkowo kursowe ryzyko utrudnia negocjowanie stawek i planowanie dostaw, co wpływa na stabilność całego łańcucha logistycznego.


W takim otoczeniu operatorzy logistyczni muszą równocześnie zabezpieczyć koszty, skracać czas reakcji oraz zwiększać transparentność procesów, ponieważ sieci handlowe oczekują stabilności dostaw mimo zmiennego otoczenia makroekonomicznego i częstszych opóźnień w łańcuchu dostaw.
Aby minimalizować ryzyko, firmy coraz częściej opierają się na rozwiązaniach technologicznych. Dzięki temu reakcja na zmiany jest szybsza, a decyzje są oparte na aktualnych danych operacyjnych.
Klienci chcą wiedzieć, że produkt, który trafia do ich koszyka, jest bezpieczny i pochodzi ze sprawdzonego źródła. To oczekiwanie pełnej przejrzystości sprawia, że technologie monitorujące drogę towaru zyskują dziś na znaczeniu.
RFID (radio-frequency identification) to jedna z najbardziej sprawdzonych technologii wykorzystywanych w logistyce. Choć jej początki sięgają lat 40. XX wieku, kiedy służyła do identyfikacji „swój–obcy” w lotnictwie wojskowym, to obecnie jest wykorzystywana w systemach antykradzieżowych w sklepach, w skipassach czy w kartach bankowych. W standardzie EPC C1G2 RFID umożliwia szybki i zdalny odczyt tagów, przez co jest jednym z kluczowych narzędzi w nowoczesnej logistyce magazynowej.

Czujniki IoT monitorują w czasie rzeczywistym kluczowe parametry transportu, takie jak temperatura i wilgotność. Dane z tych urządzeń tworzą pełny zapis przebiegu przewozu i stanowią element dokumentacji jakościowej, potwierdzając, że produkt był transportowany zgodnie z wymaganymi standardami. Takie podejście wynika bezpośrednio z wymogów ISO 22000, które definiuje system zarządzania bezpieczeństwem żywności. Standard opiera się na analizie ryzyka, skutecznej komunikacji w całym łańcuchu dostaw oraz zestawie programów wstępnych (PRP) zapewniających bezpieczeństwo produktu od produkcji po dystrybucję. ISO 22000 wymaga również stałego monitorowania i walidacji procesów. Telemetria i IoT są w praktyce niezbędne, aby spełnić wymagania audytowe i zapewnić pełną transparentność operacji w całym łańcuchu dostaw żywności.

Logistyka żywności to dziś środowisko, w którym wiele elementów musi zagrać jednocześnie. Produkty mają krótkie terminy przydatności, dlatego ich obsługa często odbywa się w oknie 1–24 godzin. Nie ma miejsca na opóźnienia ani długie postoje. Każdy etap transportu musi być precyzyjnie zaplanowany, bo margines błędu jest niewielki.

W Euro24 technologie monitoringu temperatury i lokalizacji są integralną częścią codziennej operacji. Pozwalają reagować natychmiast i utrzymywać zgodność z normami ATP, HACCP i ISO 22000 na każdym etapie transportu.
W tak wymagającym tempie równie istotne jak czas są warunki sanitarne. W transporcie żywności realnym zagrożeniem są przenikanie zapachów, kontakt z alergenami oraz odchylenia w temperaturze podczas przewozu. W przypadku nabiału jednorazowe wybicie temperatury poza zakres ATP może oznaczać konieczność utylizacji całego ładunku. W transporcie owoców kilkugodzinne przekroczenie temperatury potrafi skrócić trwałość produktu o kilka dni. Dla sieci handlowej zwykle oznacza to natychmiastowy zwrot partii.
Najpoważniejsze konsekwencje niesie zanieczyszczenie alergenem. To nie tylko ryzyko zdrowotne, ale także prawny obowiązek wycofania produktu z rynku. Koszty takich operacji (od utylizacji, przez logistykę zwrotów, po straty handlowe i reputacyjne) liczone są często w setkach tysięcy złotych.


Z tego względu zarówno tabor, jak i procedury muszą spełniać normy ATP oraz wysokie standardy utrzymania czystości charakterystyczne dla branży spożywczej. Obejmują one pełne cykle mycia i dezynfekcji, kontrolę pozostałości organicznych, zabezpieczenie przed skażeniami krzyżowymi oraz dokumentację potwierdzającą, że każdy etap został wykonany zgodnie z wymaganiami. Te działania są częścią szerszych systemów bezpieczeństwa, takich jak HACCP, ISO 22000, DDD, których celem jest minimalizowanie ryzyka operacyjnego, a tym samym zapobieganie kosztownym niezgodnościom.

W transporcie żywności każdy odchył temperatury może skrócić trwałość produktu lub wywołać konieczność jego utylizacji. Dlatego procedury mycia, dezynfekcji i kontroli skażeń krzyżowych muszą być realizowane z pełną powtarzalnością i dokumentowane zgodnie z wymaganiami ATP, HACCP i ISO 22000.

Równolegle rośnie liczba wymogów ze strony sieci handlowych. Oczekują one dziś terminowej dostawy, a także usług VAS, takich jak co-packing, etykietowanie czy przygotowanie zestawów promocyjnych. Dodatkową warstwą wyzwania jest sytuacja na rynku pracy. Firmy mierzą się z niedoborem pracowników i potrzebą kompetencji, szczególnie w kontroli jakości i obsłudze IT. To temat poboczny względem trendów konsumenckich, ale realny w codziennym funkcjonowaniu łańcuchów dostaw. Połączenie wysokich oczekiwań sieci handlowych i równoczesnego niedoboru specjalistów powoduje, że operatorzy logistyczni muszą automatyzować procesy, standaryzować VAS i inwestować w szkolenia, aby utrzymać jakość usług w dynamicznym środowisku.
Nowa spożywka (świeże produkty, dania gotowe, mrożonki premium, żywność funkcjonalna) opiera się na jednym filarze: kontroli temperatury. To właśnie łańcuch chłodniczy decyduje dziś o tym, czy produkt dotrze do sklepu w takiej formie, jaką zaplanował producent.
Transport w kontrolowanej temperaturze dla branży spożywczej to utrzymanie stabilnych i bezpiecznych warunków przewozu dla produktów świeżych, mrożonych oraz towarów premium wrażliwych na nawet minimalne wahania temperatury. Zapewniamy precyzyjną regulację parametrów, ciągły monitoring i pełną kontrolę jakości, dzięki czemu żywność zachowuje świeżość, strukturę i właściwości od załadunku aż po dostaw
Nie chodzi tylko o samą chłodnię. Coraz większa część kategorii spożywczych wymaga ściśle określonych warunków przewozu: nabiał, owoce, soki, hummusy, dania do podgrzania czy produkty premium private label.

W wielu przypadkach wystarczy jedna godzina powyżej dopuszczalnych 10°C, aby produkt stracił jakość lub stał się niezgodny z normami. Dlatego transport żywności działa dziś bez marginesu błędu.

To między innymi: kontrola temperatury i wilgotności 24/7 oraz telemetria IoT z alertami w czasie rzeczywistym. W tle zmienia się również charakter samej kategorii mrożonek. Produkty o jakości zbliżonej do restauracyjnej kuchni wymagają stabilnych, niskich temperatur od produkcji po sklep. Nowe trendy produktowe (od świeżej żywności po mrożonki premium) sprawiają, że łańcuch chłodniczy staje się centralnym elementem transportu żywności. To nie jest już „opcjonalna chłodnia”, ale infrastruktura, która decyduje o być albo nie być produktu na półce.
Zmieniające się zachowania zakupowe i większa liczba SKU wymuszają na operatorach przejście z modelu „duże wolumeny, rzadkie dostawy” do modelu „wysoka częstotliwość, mniejsze partie”.
Nowe nawyki żywieniowe (więcej świeżych produktów, rosnąca popularność przekąsek w małych porcjach, duża rotacja produktów food-to-go) powodują, że sklepy potrzebują dostaw częstszych, ale mniejszych. To oznacza, że zamiast jednego dużego transportu tygodniowo, coraz częściej realizuje się kilka mniejszych, dostosowanych do bieżącej sprzedaży.

Dla operatora logistycznego oznacza to zupełnie inną pracę niż jeszcze kilka lat temu. W magazynach pojawia się dużo więcej wariantów produktów (SKU), a ich formaty są bardziej zróżnicowane: od mini batoników po mikro sałatki „na raz”. Każdy taki produkt trzeba obsłużyć, przygotować do wysyłki i dostarczyć na czas. Proces kompletacji zamówień w transporcie żywności staje się więc bardziej wymagający, bo to nie są już „duże palety tego samego”, tylko setki drobnych pozycji, które rotują błyskawicznie. W efekcie czas między zamówieniem a dostawą (lead time) staje się coraz krótszy.
Każdy etap transportu musi przebiegać zgodnie z surowymi regulacjami i wysokimi standardami bezpieczeństwa. Kluczowe jest nie tylko dotarcie ładunku na czas, ale przede wszystkim utrzymanie właściwych warunków przewozu takich jak temperatura, szczelność i czystość oraz zapewnienie pełnej zgodności z dokumentacją.
Produkty świeże i półgotowe mają swoje tempo życia, więc logistyka musi działać szybciej i dokładniej. Wysyłka i dostawa muszą nadążać za realną sprzedażą w sklepach.

Logistyka spożywcza obsługuje zarówno sklepy stacjonarne, jak i zamówienia internetowe. W dużych miastach powstają mikromagazyny obsługujące szybkie dostawy, które pozwalają kurierowi dostarczyć zakupy nawet w 15–60 minut. To z kolei wymaga nowych narzędzi. Systemy magazynowe (WMS) muszą współpracować ze sklepami internetowymi, a systemy transportowe (TMS) muszą automatycznie dopasowywać trasy i czasy dostaw. W dostawie do klienta (last mile) liczy się informacja, czy produkt dotarł w dobrym stanie i pod właściwą temperaturą.
Handel offline i online zaczyna działać jak jeden organizm, a logistyka musi być spoiwem pomiędzy kanałami sprzedaży. Dla transportu oznacza to konieczność obsługi dostaw o bardzo wysokiej dynamice i przewidywalności czasu, a także pełnej integracji danych między kanałami sprzedaży.
Sieci handlowe chcą dziś widzieć całą historię produktu – od momentu, gdy opuści magazyn producenta, aż po dostarczenie do sklepu lub klienta. To wynika zarówno z przepisów, jak i z rosnących oczekiwań konsumentów dotyczących bezpieczeństwa i przejrzystości. W zleceniach żywnościowych standardem jest mycie i dezynfekcja pojazdu przed załadunkiem, dokładna kontrola zgodna z wymaganiami ATP i HACCP oraz stały zapis temperatury na każdym etapie transportu.
Urządzenia IoT i RFID są podstawą współpracy w branży spożywczej. Operator logistyczny musi być w stanie odpowiedzieć na pytania:
Gdzie jest towar
W jakiej temperaturze podróżował
Czy w trakcie transportu odnotowano jakiekolwiek niedogodności

Control Tower, czyli centrum nadzorujące łańcuch dostaw, pozwalają reagować na odchylenia w czasie rzeczywistym, zanim te staną się problemem. Monitoring 24/7 staje się standardem.
Współczesny operator logistyczny nie dowozi już „tylko towaru”. Wiele czynności, które kiedyś wykonywano na poziomie sklepu (np. przepakowania, separacje towarów z alergenami) została dziś przeniesiona do logistyki. W okresach wysokiego popytu jak grudzień, oczekiwania sieci handlowych rosną kilkukrotnie (przygotowywanie zestawów sezonowych, naklejanie etykiet promocyjnych czy świątecznych, przepakowania). Ponadto segment marek własnych w Europie narzuca kolejne standardy operacyjne i jakościowe.
Firmy spożywcze działają dziś w środowisku, w którym trudno przewidzieć koszty z miesiąca na miesiąc. Wahania cen surowców, słaba pozycja euro względem dolara, rosnące koszty energii i transportu. Wszystko to tworzy warunki, w których marże są coraz bardziej napięte.
Logistyka musi się do tego dostosować. Oznacza to elastyczne zarządzanie flotą, częstsze zmiany tras, wykorzystywanie różnych typów nadwozi i bieżącą analizę kosztów. Stabilność kosztowa staje się równie ważna jak punktualność czy jakość przewozu. W takich warunkach logistyka staje się jednym z głównych obszarów kontroli kosztów w firmach spożywczych.
W logistyce spożywczej nie ma drugiego podejścia. Krótkie terminy przydatności, normy temperaturowe i restrykcyjne wymagania sanitarne sprawiają, że cały proces musi działać jak dobrze zsynchronizowany system. Tu liczy się precyzja, pełna widoczność i szybka reakcja, bo drobna nieprawidłowość może oznaczać realne straty po stronie producenta, sieci i konsumenta.
Usługi logistyczne w branży spożywczej rozwijają się niezwykle szybko. Muszą nadążać za rosnącymi wolumenami, coraz większą liczbą wariantów produktów (SKU) i zróżnicowaną specyfiką towarów, które wymagają zupełnie innych warunków obsługi. Teraz to coś więcej niż „logistyka od punktu A do B”. To codzienna praca z danymi, temperaturami, oknami czasowymi i decyzjami podejmowanymi w czasie rzeczywistym.
W Euro24 patrzymy na branżę spożywczą jak na kategorię wymagającą najwyższej jakości operacyjnej i gotowości do działania tu i teraz. Na koniec liczy się jedno: żeby produkt dotarł dokładnie taki, jak powinien. Każdego dnia, w każdych warunkach.